Motyw vanitas unosi się nad tekstem
za każdym razem, gdy oczy zamykam.
Odsuwam kawę, by treścią nie przemokła,
sam zaś chowam myśl w akapit o fabrykach.
Wykwintnego sonetu w dwuwersach nie szukam,
nawet myślą tuż w przód już też nie wybiegam.
Gdzieś w białym budynku historia zapada,
a rozpacz przebiega po szarych szeregach.
Wczorajsza kolacja odbija mi się urną,
kolejna wola nie spełni się do wakacji.
Wzdycham, bo krople wybijają rytm westchnieniu -
za oknem parszywa figura sumacji. |