[Wstecz]Opowiadania Fantasy - Drzwijakie można oglądać w Zachodnich Baroniach i najpiękniejszym z osiedli portowych Morza Wschodniego. Jego założenie przypisuje się rycerzowi Shilethowi, żyjącemu w mitycznych czasach Drugiej Ery. Twierdza składa się z kilkudziesięciu ogromnych budynków, z których każdy to osobna dzielnica. Życie miasta nie odbywa się na wolnym powietrzu, tylko wewnątrz tych kilku majestatycznych budowli, w których ludzie mieszkają, handlują, modlą się i umierają. Prastara legenda głosi, że miasto powstało jako gigantyczny schron, mający ochronić pierwszych mieszkańców przed Magicznym Światłem i niewidzialną siłą, sprawiającą, że zwierzęta mutują, rodząc obrzydliwe stwory, a ludzie stają się bezwłosi i bezpłodni. O Magicznym Świetle krążyły potworne legendy; mędrcy powiadali, że podczas Dnia Sądu, kiedy Starsi Bogowie rzucili na ówczesnych mieszkańców świata klątwę, ludzie zaczęli nawzajem
Reklamy na stronie Gildii Miłośników Fantastyki się zabijać. W końcu wymyślono podłużny, metalowy przedmiot wielkości pnia drzewa. Zrzucano je na wrogie miasta za pomocą metalowych ptaków – demonów. Błyskało oślepiające światło o mocy stu tysięcy naszych Słońc i mieszkańcy takiego pechowego miasta wyparowywali, jak gdyby nigdy ich nie było.
Lecz te czasy bezpowrotnie minęły. Nie znajdywano już owiec z trzema nogami lub saren z dodatkowymi parami oczu. I bardzo dobrze. Teraz może nie jest najlepiej, ale można spokojnie zjeść śniadanie, nie wyobrażając sobie, z jakiego wynaturzenia pochodziło mięso.
Sanktuarium Ka Mon mieściło się w gdzieś w niezliczonej plątaninie kanałów pod Areną, jedną z głównych dzielnic Shilethu. Arena składała się z kilku poziomów: placu, górnego, przeznaczonego dla bogatych i szanowanych obywateli, parteru, gdzie mieszkali zwykli mieszczanie i gdzie mieściły się liczne manufaktury, tawerny i sklepiki, części podziemnej, wydzielonej dla biedaków i kanałów, gdzie nawet oni nie chcą schodzić. Znajduje się tam świątynia Boga Umarłych, Kebraina, przerażające laboratoria nekromantyczne. W nieużywanej, zapomnianej części żyją liczne potwory, gobliny, olbrzymie szczury, zmutowane zagryźce i inne, o wiele dziwniejsze… I tam też, schodząc przez klapę w składziku na prastare elektryczne świece, można było się dostać do Sanktuarium.
W Wielkiej Sali, miejscu, gdzie przyjmowano sprawdzonych skrytobójców, stało kilka osób. Roto rozpoznał w nich dwóch znanych przełożonych. I jednego, którego nie znał; mógł to być przedstawiciel Gildii z zewnątrz. Sądząc po ubiorze, z Terytorium. Pozostali mieli na sobie ceremonialne szkarłatne szaty, zszyte złotą nicią. Roto przyklęknął na jedno kolano i trzy razy dotknął grdyki wierzchem dłoni, co oznaczało głęboki szacunek.
- Wstań – rzekł cicho stary mistrz, którego znał jedynie z widzenia. Nosił na oku monokl w mosiężnej oprawie i często poprawiał włosy, nieliczne już, jakie mu pozostały.
Roto posłusznie wykonał polecenie, czekając niecierpliwie na informacje.
- Awansujesz.
Skrytobójca nie dalej>> Czytaj dalej strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 donchristo 2008-08-11 [Wstecz] [Strona główna]
 | | 2010-07-30 02:20:14 WOW(666) Brat G:
To byla reklama Do tej pory nie dodano komentarzy. | |
[Wstecz] [Strona główna]
|