[Wstecz]Opowiadania Fantasy - Warto by się zastanowićjuż, do choroby!! Chłopaki, róbcie, co gada...
Starzec wstał z klęczek i począł zdejmować ubrania. Jego bratanek i pachoł spojrzeli na obcego z trwogą i nienawiścią, po czym zrobili tak samo.
Pod nogami bandyty zabłyszczały piękne bawełniane stroje, z których, jeden z jedwabiu, zdobiony był srebrzystą nicią.
- Buty też zdejmować!
Po chwili i niesamowite, zapewne zrobione przez murhiańskich szewców, trzewiki znalazły się wśród reszty ubrań. Trzech podróżnych stało nago, jedynie w samych gaciach, zabijając ręce i trzęsąc się niezmiernie od lodowatego wiatru. Byli źli, jednak strach przeważał te uczucie – nieznajomy bandyta był śmiertelnie przerażający. Jego mroczne, groźne oczy kłuły mrożącym krew w żyłach spojrzeniem, a twarz, nad wyraz spokojna, nie zdradzała uczuć.
Do tego rozkazy wydawał z niesamowitą, wręcz zniewalającą, stanowczością.
Reklamy na stronie Gildii Miłośników Fantastyki Słysząc jego krzyk, serca pachołków kołatały jak stare, zepsute dzwony, a drżące nogi same gięły się w kolanach. Nigdy nie widzieli takiego człowieka - diabła we własnej osobie.
- Miszon, wstawaj już – rzekł bandyta nie opuszczając kuszy – Leżysz tam jakbyś naprawdę zdechł!
Podróżni ze zdumieniem obejrzeli się na rannego młodzieńca. Ten jednak leżał jak martwy.
Biedny chłopak - pomyślał Arva z Lageno - zginąć w taki sposób i na dodatek nie zdołałem pomóc...
- No ruszaj się, cholera! – istny diabeł nie dawał za wygraną i dalej darł się na nieżyjącego chłopaka. Nie uzyskał odpowiedzi.
- Ech, dobrze. Wygrałeś... – rzekł po chwili - Nie jesteś Miszon. Galdwan, wstawaj...
- Ha! – trup zaśmiał się głośno w wielkim tryumfie i podniósł się z ziemi.
Pachołcy wytrzeszczyli oczy niedowierzając, a kupiec wymierzył sobie siarczystego policzka, chcąc sprawdzić, czy aby nie śni.
Zakrwawiony młodzieniec zbliżył się chwiejnie do bandyty i stanął naprzeciw podróżnych, którzy z wrażenia widocznie zapomnieli o mrozie.
- Dobra, koniec przedstawienia – obcy poklepał ręką po kuszy, jakby przypominając o swej obecności – Teraz do lasu! Już!
Golasy udały, że nie słyszą. Nie było im w głowie zejść z traktu i zostawić wóz. Mimo trwogi i przerażenia zostali na swym miejscu.
Bełt wystrzelony z kuszy świsnął nad uchem Arvy.
- Ja nie żartuję!
- W nogi!! – krzyknął bratanek Ernnold i boso wbiegł w gęsty las koło drogi. Za nim skoczył drugi pachoł ciągnąc za sobą nieprzytomnego kupca, który z wrażenia najwidoczniej zemdlał.
Szorstki śmiech długo brzmiał na trakcie przy gęstym lesie zwanym „Gęstwiną Umarłych”. Brzmiał długo, ale mało kto mógł wiedzieć, że był to śmiech Volthara - diabła we własnej osobie.
V
Galdwan wyszedł z rzeki zwanej Gasleada - Srebrzysta. Był cały mokry, a na sobie miał jedynie spodnie z cienkiej, lnianej tkaniny. dalej>> Czytaj dalej strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 voltharlord 2008-08-10 [Wstecz] [Strona główna]
 | | 2010-09-08 12:35:09 WOW(666) Brat G:
To byla reklama Do tej pory nie dodano komentarzy. | |
[Wstecz] [Strona główna]
|