[Wstecz]Humor, żarty, dowcipy - Gildia jako śmiertelne uzależnienie przenoszone drogą stałego łączaDwie podróżniczki miały już dość... Szły nieprzerwanie od kilku dni, zatrzymując się tylko po to, żeby zjeść, popić, pośpiewać czy pobawić się w chowanego w lesie. Całą resztę czasu zajmowała im wędrówka. Wędrówka męcząca, monotonna, a wręcz dramatyczna! Nie mogły jednak jej przerwać. Vivianne i Evalyn – tak bowiem brzmiały ich imiona – były ścigane przez ludzi. Przez złych, podstępnych i okrutnych ludzi. Co Ci niedobrzy ludzie chcieli im zrobić pozostawiam Waszej - niekiedy chorej – wyobraźni...
Oto jednak uśmiech zawitał na ich twarzach. W końcu las przerzedził się, a kilkaset metrów przed nimi pojawił się drogowskaz! Pomimo zmęczenia przyspieszyły krok. Nie była to mądra decyzja – pierwsza zrozumiała to Evalyn, jej towarzyszka nieco później – gdy pomagała jej wydostać
Reklamy na stronie Gildii Miłośników Fantastyki się z rowu...
Znak składał się z drewnianego słupa, który ktoś wbił w ziemię, i pięciu desek wyciętych w kształt strzałek, przyczepionych do słupa i informujących, gdzie dojdzie się wybierając daną drogę. A raczej tylko dwie strzałki spełniały tę rolę – reszta stanowiła uzupełnienie. Łącznie trzy deski wskazywały w lewo, a dwie w prawo. Umieszczone były na przemian. A oto, jakie napisy ukazały się podróżniczkom:
(strzałka wskazująca w lewo, tj. na zachód) Siedziba Gildii Miłośników Fantastyki
(strzałka wskazująca na wschód) Też chciałbym wiedzieć co...
(zachód) Tam idzie się pięc godzin.
(wschód) Więc lepiej iść tam!
(zachód) A jednak...
Nie wiedząc, co to za gildia, postanowiły ruszyć w prawo. Po chwili jednak przyznały słuszność autorowi napisu na ostatniej tabliczce...
-Viviane, ja się boję- powiedziała Evalyn, stojąc przed wrotami Gildii.
-Ja też- przyznała Viviane.- Ale nie możemy zawrócić. – po tych słowach obejrzała się ze strachem za siebie na bandę pijanych trolli. Trolle wymachiwały maczugami, łyżkami do opon, grubymi szprychami i wielkimi pedałami.
-Uga buga! – wrzeszczały Trolle.
-Dalej chłopaki! – poganiały pedały.
Stwory goniły je od paru godzin i - mimo zmęczenia - nie odpuszczały.
-Pukaj szybko! – wrzasnęła rozpaczliwie Vivianne.
-Nie, ty pukaj!
-Ty!
-Dobra, Viviane, nie kłóćmy się. Ty zapukaj!
-Ale dlaczego ja? Ty zapukaj!
-Ty!
-Nie, ty!
Kłótnia trwałaby zapewne bardzo długo, gdyby nie przerwało jej coś, czego dziewczyny na pewno się nie spodziewały. Otóż ciężkie odrzwia rozwarły się powoli, i stanął w nich wysoki mężczyzna z rozpiętym rozporkiem, przygotowany do załatwienia swych drobnych potrzeb poza mury gildii...
-Emmm... Przepraszam szanowne panie... – Powiedział zaczerwieniony. Był to człowiek we wspaniałym, lśniącym kirysie i nieco pożółkłych już kalesonach. Na gatkach można było dostrzec odciski od zbroi, jednakże dolnych części pancerza Paladyna nie było nigdzie widać.
-Panie czegoś szukają? dalej>> Czytaj dalej strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ender 2004-11-14 [Wstecz] [Strona główna]
 | | 2010-09-09 11:53:36 WOW(666) Brat G:
To byla reklama Do tej pory nie dodano komentarzy. | |
[Wstecz] [Strona główna]
|