Fantastyczna rozrywka


[Humor, dowcipy, zabawne historyjki]


Cień życia

[blok]Dawno temu... no może nie tak dawno... a może zupełnie ostatnio... w każdym kiedyś. To co tu mam zamiar opisać wydarzyło się naprawdę. No może tylko z lekkim „przekręceniem” niektórych elementów... A działo się wszystko to daleko pewnie od miejsca z którego to czytasz. Ta historia pochodzi prosto z alpejskiej krowy! hm... nie to nie to... ahh... Ta opowieść pochodzi prosto z dalekich krajów wschodzącego księżyca, gdzie księgi są pisane w języku hieroglificznym... W sumie, to ciekawe, „księżyc, człowiek, zygzak, but, i jajko” to pewnie tytuł by był... No ale żeby ułatwić czytelnikom przeciętnej inteligencji czytanie, postanowiłem przełożyć ten tekst na język zrozumiały dla normalnego człowieka. Musiałem wiele przebrnąć aby tego dokonać... studiowałem języki : egipskie, rysunkowe, nieznane, niemieckie i ogólnie języki dziwne. Na początku chciałem napisać to opowiadanie w języku Angielskim, ale on też chyba odpadnie, no bo jak ktokolwiek wyobraża sobie wyrazy takie jak „konstantynopolotań(...) czy „imagineskopia” po angielsku? Nawet nie próbuj, a właściwie co mi tam, próbuj jak musisz... w każdym razie za koszty leczenia połamanego języka nie zwracam.
Wszystko zaczęło się kiedy młody krępy blondynek Hasim ( Hasim Misah* ) skończył 15 lat, i postanowił stać się mężczyzną, inaczej - wydorośleć. W końcu zbrzydło mu jedzenie z butelki (do tego kaszki, taniej jak barszcz - polecam!) no i to ciągłe ssanie smoczka** na lekcjach stało się irytujące... dla nauczycieli. Rodzice biednego Hasima - Robbert i Heelen - mieli na głowie także jego młodszego braciszka. Tak w sumie to tylko peruczkę z jego włosów, ponieważ niesforne dziecko zupełnie przypadkowo wpadło do gotującej się zupy. Nawet nie wyobrażajcie sobie miny niani, która trzymając dziecko i gotując zupę odwraca się słysząc : „Stać! Tu policja! Puść to dziecko”. No więc Hasim właśnie kończył 15 lat egejskich, 7,5133114(1) lat pigmejskich, i 12 lat żniwnych. Warto tu zauważyć, że na wsi jaką jest „Bakubaka” czas wyznaczają żniwa, więc uznajemy, że Hasim jest od dziś 12 letnim chłopcem, który widziany z daleka, mógłby przypominać wątrobę jelenia alkoholika - oczywiście gdyby chciał.
Hasim podniósł leżące na ziemi 12 brudnych kamieni, strząsając z nich zówan. ( nawóz naturalny śmierdzący od tyłu. Nie jest to równoznaczne z przeciwieństwem smrodu - zapachu, lecz co najwyżej krzywizną w jego paraboli ) Mama wzięła do ręki dziwnie wyglądające pudełko z kilkoma korbkami. Pokręciła jedną trzy razy.
-Teraz nie ruszaj się!
Hasim nie miał wyboru. Urządzenie do chwytania rzeczywistości działało całkiem sprawnie, tak jak coś małego można porównać do czegoś całkiem nie dużego. Miało ono tylko jeden defekt, ten kto ruszył się podczas naświetlania promieni rzeczywisto-naciągających zostanie rozszarpany przez niewidzialną mackę przestrzeni. Heelen pokręciła pośpiesznie drugą nieco mniejszą korbką, i mówiąc „super” nacisnęła ogromny przycisk usytuowany nad obiektywem. I coś błysnęło. Była to mała błyskawica uwięziona w szklanym pojemniczku.
-Chyba się udało.
-No ja myślę. - Odpowiedział młodzieniec. W końcu wcale nie miał zamiaru siedzieć dalej w tej samej pozycji przez następne 20min...
-Chodź na tort, goście już przyszli.

Hasim, jak każdy chłopiec w jego wieku ma dużą rodzinę – ba nawet ogromną. 12 sióstr, 17 braci, 29 ciotek, 32 wujków, 152 siostrzeńców i ponad 182 innych krewnych. W krainie TamITu, wszyscy są do tego przyzwyczajeni, więc kiedy wypadają 11 urodziny, wysyła się zaproszenia na kolejne urodziny – bo przecież nie jest proste napisać tyle zaproszeń, no i oczywiście sprowadzenie tak licznej rodziny... coś musi w tym być. Tylko czemu w tym roku przyszło tak mało osób? Mama, Tata, 1 (słownie : jeden) brat, ½ (byłe syjamskie) siostry, wujek w urnie, no i oczywiście mały Tajgu. Tajgu pochodził z bogatej, miejskiej rodziny, która imponowała Hasimowi. Każdy w jego wieku chciałby mieszkać w mieście! Przecież tam są teatry, domy z cegły i inne ciekawe miejsca. Oczywiście Hasim był tym typem człowieka, który wie, że w mieście jest lepiej, mimo, że nigdy w nim nie był. Nawet się biedaczysko nie spodziewa, że miastowi chętnie przenieśli by się z tej dziury, śmierdzącej dziesięcioma ludźmi ściśniętymi na jednym metrze kwadratowym.
-Już idę!
Czym prędzej nasz młody jubilat pobiegł do swojego słomianego domku.
-Masz bułkę z dżemem? – spytała mama.
-Nie mam.
-A bułkę z dżemem, bez dżemu?
-Też nie.
-A chociaż czerstwą bułkę? Kajzerkę?
-NIE!
-Jak ty się zwracasz do matki???
-Przepraszam, mamo.
Mama z goryczą wymalowaną farbami akwarelowymi na twarzy odwróciła się, po czym skierowała się w stronę kuchni. Hasim wszedł do dużego pokoju, mijając przy tym otwarte drzwi łazienki – których to tata jak zwykle nie zamknął. Popatrzył na coś dyndającego majestatycznie z sufitu.
-Mamoooo! Tata znów próbuje się powiesić!
-Niech to szlag, czym tym razem?
-Sznurówką.
-Och, to może wreszcie mu się uda.
Daremne żale, próżny trud....
Coś walnęło głośno o stół, taki niesamowicie pusty dźwięk. To była kwintesencja pustości. Tata otrzepał się z kurzu i klął wniebogłosy.
Do pokoju weszła – zielona chyba ze złości – babcia. Smród był nie do zniesienia. -MAMO!!! Babcia znów wylazła na dwór!
-To czego się drzesz? Idź do komórki po łopatę i zakop ją z powrotem w ogródku.
Ciężkie jest życie młodzieńca skazanego na życie w krainie TamITu. Na to tajemnicze miejsce oddziałuje kosmiczny stosunek gwiazd do pór roku, zwany inaczej szaleństwem maniakalnym z nutką absurdu. Hasim energicznie wiosłował łopatą... Kiedy babcia wreszcie przestała poruszać się pod ziemią Hasim postanowił wrócić do domu.
Wchodząc do dużego pokoju, na stole dojrzał palącą się papkę. Jego mama nie miała zbytnich zdolności kucharskich – ale za to świetnie zapalała świeczki!
-Mam to zjeść? – Zapytał.
-Nie to moje, ty możesz najwyżej zdmuchnąć świeczki.
Wszyscy wiedzieli, że podczas zdmuchiwania nie myśli się życzenia, bo może się ono spełnić! I co wtedy? Trzeba będzie wymyślać nowe na następne urodziny. Kot z kulawym okiem zamiauczał głośno. Pfrhfff! Wszystkie 7,5133114(1) świeczek zgasło równocześnie. Hasim z opuszczoną głową zwrócił się w stronę ojca.
-No co? Nie mogłem się powstrzymać!
-Ale to moje urodziny!
-No właśnie! Ja takich nigdy nie miałem! Idę się utopić!
-Tylko tym razem przywiąż sobie kamień do szyi – żebyś znów nie wypłynął za szybko.
Oddalający się tata, powiedział coś jeszcze pod nosem, ale usłyszały go chyba tylko jego własne wszy. Mamie Hasima odbiło się rzeczowo w stronę tortu. I znów płonęły świeczki. Tata poszedł, teraz możesz spokojnie zdmuchnąć świeczki. Hasim nareszcie uradowany, że może dokonać rytuału – dmuchnął z całych sił. Wszyscy zaczęli bić brawo. Mama wytarła z czubka nosa resztki papki zwanej wcześniej tortem. Ktoś zapukał do drzwi.
Warto teraz powiedzieć, że w dolinie TamITu, nie ma obrzędu dawania jubilatom prezentów urodzinowych. Tutaj w większości przypadków daje się co najwyżej kopniaka, i to trzeba sobie na niego zasłużyć! Biedny Hasim nie zasłużył nawet na takiego.
-Hasim, telefon do Ciebie! – przerwała ciszę mama.
-Tak słucham? – powiedział malec.
-Assahisuma kiriki, kamuna zdrowia!
-Czego mi dużo życzycie?
-Drrrrrrń... mam obowiązek powiadomić, że rozmowa jest prowadzona na koszt odbiorcy.
-Assahiti, kunama! Allach!!!!
Hasim rzucił słuchawką, wystraszony nagłym dźwiękiem wybuchu. Postanowił obejrzeć coś w telewizji. Przelatywał kanały po kolei, po czym zauważył, że brakło prądu.
-JEŚĆ!!! – usłyszeli domownicy. „WIĘCEJ NIE ROBIĘ!”
-Zamknij się! – krzyknęła mama. Zaraz Ci coś zaniosę, a póki co: pedałuj dalej!
Prąd znów zawitał w domostwie. Hasim załamany poszedł spać na swoim wygodnym łóżku polowym... pewnie jeszcze nie wie, że kolega wyciął mu numer i włożył mu szpilki do poszewki...
[/blok]


Autor: 243


Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji można znaleźć w Polityce prywatności.

ZAMKNIJ
Polityka prywatności