Fantastyczna rozrywka


[Humor, dowcipy, zabawne historyjki]


Żywot rybaka

[blok]Dawno, dawno temu w okolicach trójmiasta żył sobie pan Rybak- właściciel fabryki konserw, która produkowała wyłącznie sardynki w pomidorowym sosie. Miał niezwykle nudną pracę, polegającą na podpisywaniu stert dokumentów i przybijaniu pieczątek, lecz żył dostatnio. Jednak pewnego pięknego dnia otwarto znacznie lepszą fabrykę, więc już żaden z dotychczasowych klientów nie miał ochoty na puszkowane sardynki w pomidorach, zadawalając się różnorodnością produktów z nowootwartej fabryki. Niestety, doprowadziło to do upadłości zakładu, protestów pracowników i bankructwa właściciela. Z powodu oszczędności przeprowadził się z żoną oraz synem z olbrzymiej willi do chatki na plaży, zasilając dwudziestoprocentowe bezrobocie. Milutka dotychczas żona zmieniła się w gderliwą babę.
-Beznadziejny jesteś,- mówiła z wyrzutem w głosie- nawet nie umiesz o mnie zadbać! Od pół roku nie mogę sobie kupować nowych ubrań, bo jaśnie pan nie raczy znaleźć pracy... Dlaczego jesteś taki głupi?! Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby zostać twoją żoną, zasługuję na kogoś lepszego!
Rybak wzruszył tylko ramionami, bo robił to zawsze, kiedy nie wiedział, co odpowiedzieć. Żona z dnia na dzień stawała się coraz bardziej niemiła, więc coraz częściej wychodził na plażę, by łowić ryby. Któregoś dnia wraz z synem słuchającym głośno muzyki z trzeszczącego walkmana udał się na molo łowić ostatnie niedobitki ryb w Bałtyku. Siedzieli długo, wsłuchując się w trzeszczenie maszyny oraz szum fal, wyrzucających obrzydliwe wodorosty. Naraz wędka synka zaczęła się intensywnie ruszać.
-Co tatuś?
-Ciągnij wędkę, , bo nam, normalnie, kolacja ucieknie!
Ciągnęli wędkę obaj, ponieważ synek nie miał dość siły, a i walkman mógł się zamoczyć, ciągnęli tak, aż wreszcie wyciągnęli rybę. Ale dziwna ona jakaś była, niepodobna do śledzia czy choćby flądry. Całe jej ciało pokrywały szczerozłote łuski błyszczące w popołudniowym słońcu.
-Zostaw ją, Zenusiu,- machnął ręką Rybak- pewnie jakaś po Czarnobylu, a tylko, tego... no... promieniowania nam jeszcze do szczęścia potrzeba!
-Po Czarnobylu to sam jesteś, mutancie!- usłyszeli melodyjny głosik
-Tatuś, a ty brzuchomówca jakiś jesteś, czy co?- zaniepokoił się synek
- Eee tam, synek, przesłyszałeś się.- odparł Rybak
Chcieli już iść, lecz nagle zamiast rybki pojawiła się przed nimi czarownica spowita w czarny płaszcz, zacierająca ręce, a na dodatek śmiejąca się dziwnie.
-Zabrałabym was do mojego domku z piernika, usmażyła... Byłaby kolacja pierwsza klasa- zaśmiała się paskudnie- Ponieważ jednak oswobodziliście mnie ze złego czaru, jak każda przykładna wiedźma spełnię wasze życzenia...
-Kłamie, synuś, kłamie!- ryknął czerwieniąc się na twarzy Rybak- Taka wiedźma niby, a gdzie ma miotłę?
Wiedźma stuknęła się w głowę.
-Wyście chyba jacyś zacofani- odrzekła- każda porządna czarownica lata na odkurzaczu Elektrolux, tak cicho chodzi, że ciągle zapominam wyłączyć.
-Skoro nawet jesteś wiedźmą to, co ty możesz nam dać, czego my nie mamy?
-Mówiąc otwarcie spełnię wasze cztery życzenia...
-W bajkach zawsze są trzy!- zaprotestował Zenuś, odwracając się- Siarlatan z niej jakiś, tatusiu....!
-Przestańcie sarkać, bo za chwilę żądnego nie będzie! Niech będą trzy...Wiedzcie, mogę wszystko dla was zrobić...
-Nawet po browarku?
-Nawet.
-No to takie mamy pierwsze życzenie- uciął Rybak- a drugie...
-Radzę wam przemyśleć, jutro spotkamy się tutaj o tej samej porze.
Wrócili ojciec z syneczkiem do domu niezwykle z siebie radzi, dzierżąc w dłoniach butelki piwa, bezalkoholowego oczywiście, od progu opowiadając wesoło o swojej przygodzie. Kiedy usłyszała to matka, nie mogła pohamować wściekłości.
-Banda nieudaczników!- jęknęła rozdzierająco-Czy mam myśleć za wszystkich w tym domu?! Poproście tę waszą rybę o coś przydatnego, choćby o trochę pieniędzy... Przydadzą się nam przecież... O ile znowu nie próbujecie mnie oszukać!
Następnego dnia o umówionej porze Rybak wyruszył nad morze, ponieważ synek zajął się sprzątaniem chatki. Wiedźma czekała już na niego z naszykowanym workiem ksiąg magicznych.
-Jakie jest twoje drugie życzenie?- zapytała niecierpliwie, przesuwając kartki jednej z nich
-Ehmmm...
Zamyślił się Rybak, mimo wszystkich uwag żony miał głowę na karku i wiedział, że samo bogactwo bardzo szybko można stracić, więc po gruntownym przemyśleniu prośby żony odrzekł zdecydowanie:
-Chcę być idolem.
-Załatwione, choć drugiego Cobaina z ciebie nie zrobię, mój drogi. Ale przyjdź tu kiedy zechcesz wykorzystać kolejne życzenie.
Wróciwszy do domu, Rybak zauważył miliony reporterów ustawionych wokół jego chatynki.
-Jaką pastą myje pan zęby?- podskoczył do niego pierwszy
-Czy popiera pan rodzynki w białej, czy czarnej czekoladzie?!
-Woli pan pepsi czy coca colę?
Odtąd nie mógł się opędzić od reporterów, nastoletnich fanek i menedżerów. Zanim dowiedział się czemu jest tak sławny przefarbował włosy na czerwono i zrobił sobie kolczyk w nosie i brwi, aby uwydatnić swą osobowość sceniczną. Śpiewał przedwojenne hity przy akompaniamencie akordeonu, co o dziwo każdemu się podobało, toteż wytypowano Rybaka na festiwal Eurowizji, gdzie podbił serca obywateli całej Europy. Niedługo później w chatce przebudowanej na istny zamek komercyjna stacja kręciła reality show z udziałem Rybakowej rodziny, za co płaciła niezwykle słono. Ponadto w telewizji czy radiu słychać było jedynie jego przebój, a na dodatek organizowano gry sms-owe z pytaniami dotyczącymi Rybaka.
A czy wy wiecie że:
Rybak zawsze chciał mieć psa, teraz wreszcie go ma. Jak się wabi jego pies?
a.Pikuś
b.Azorek
c.Reksio
d.Nie zrozumiałem pytania
Jednak Rybakowej pewnego dnia zbrzydła popularność męża, czego nie omieszkała mu wypomnieć przy pierwszej lepszej okazji.
-Ciągle zajmujesz się fankami, udzielasz wywiadów jeździsz na koncerty, a mną i Zenusiem to już się nikt nie zajmie! Wstydź się! Ach, gdybyśmy mogli uciec od tego rozgłosu - rozmarzyła się - nie próżniaczyłbyś się tak, a nasz syn wreszcie nie musiałby się ukrywać przed kolegami! Mógłbyś coś zrobić w końcu, ta twoja ryba mogłaby poprawić to, czego tutaj narobiła.
Rankiem poszedł nasz Rybak nad brzeg morza razem z synkiem, czarownica już zacierała ręce.
-Macie jakąś prośbę?- spytała.
-Owszem, tatuś chce być gangsterem.-objaśnił Zenuś
-Bardzo dobrze, pamiętajcie, więcej wam nie pomogę.
Nie minęła chwila, a Zenuś, Rybak i pani Rybakowa ubrani odświętnie siedzieli na tylnym siedzeniu czarnego BMW skryci przed konkurencją za kuloodpornymi szybami. Wysiedli na plaży, a Rybak naoglądawszy się reklam postanowił przetestować podarunek.
-Ale fajny wózek, nie synuś?- zagadnął oglądając wóz ze wszystkich stron
-Kurde, tatuś, śliczny ślicznioch!- odparł z uznaniem syn
-To go, legalnie, wypróbuję!- powiedział i kopnął zamaszyście srebrny kołpak- Mocny piernik!
-Uważaj, co robisz, idioto!- wrzasnęła żona okładając go po głowie torebką
Willa nadmorska zmieniła się w olbrzymią podziemną sieć bunkrów, gdzie słynny szef mafii trójmiejskiej - Rybak - umieścił serce swej przemytniczej siatki. Jego mafia przemycała za wschodnią granicę piszczące gumowe kaczuszki, zaś stamtąd przywoziła matrioszki lubiane przez zachodnich kolekcjonerów sztuki ludowej, zwłaszcza jeśli zdobił je wizerunek towarzysza Lenina. Chociaż mówiono o śmiałych przemytach na wielką skalę, żaden z policyjnych asów nie był w stanie wykryć działalności mafii Rybaka. Pewnego dnia samochód wiozący świeżą dostawę towaru ze Wschodu nieszczęściem natrafił na chatę zdobioną pięknymi kolorowymi wzorami, która przypominała lukrowany piernik.
-Bierzmy, co cenniejsze i w nogi!- zaproponował Rybak
-Dobra.- zaaprobował Zenuś, naraz wahając się- Tatuś, bo w takich chatkach to, kurde, złe wiedźmy mieszkają... A one są straszne zołzy jak i nasza mamusia. A może gorsze...
-Gorszych od mamusi, to Zenuś ze świecą nie znajdziesz.- odpowiedział machinalnie ojciec- A poza tym nie gadaj mi jak jakiś głupi idiota przemądrzały tylko słuchaj ojca.
-Ale no tatuś, jak nas w pierniki przemieni?
-Ty mi tu farmazonów nie pleć, Zenusiu! Coś dzisiaj pierdoła z ciebie nieprzeciętna!
-No tatuś, no.....
Weszli do domku, a tam ze zdziwieniem zobaczyli znajomą wiedźmę gotującą jakiś wywar. To nie był dla nich dobry dzień i w tym momencie to zrozumieli.
-Macie pecha, wasze złe chęci skłonią mnie chyba do odwrócenia moich dobrych czarów.- stwierdziła
Rybak z synem uciekli z krzykiem, ale niedługo dopadł ich pościg policji. Sąd uznał ich winnymi zarzucanych im czynów, skazując na karę dożywotniego pozbawienia wolności... Na dodatek wszczepiono im esperal, żeby nigdy więcej nie mogli napić się browarku.
Morał z tego taki:
Kiedy złapiesz rybkę złotą,
Nie pomagaj jej z ochotą.
Bo gdy wredna jest jak nigdy,
Może zrobić z igły widły.
A gdzie jest najlepszy przyjaciel wiedźmy? Kto nim jest? Jak to kto- pani Rybakowa. Ona zawsze wie, co robić.
[/blok]


Autor: 157


Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji można znaleźć w Polityce prywatności.

ZAMKNIJ
Polityka prywatności