Niewidzialny Uniwersytet


[Zbrojownia]


Wojska rzymskie w czasach republiki

[blok]Impulsem do reform i unowocześniania armii często są poniesione przez nią klęski. Tak było w przypadku Rzymian. Po najeździe Celtów w 390 r. p.n.e., klęsce w bitwie nad Alią i spustoszeniu samego Rzymu stało się jasne, że potrzebne są zmiany. Postanowiono odejść od szyku falangi i uzbrojenia hoplitów stosowanego do tej pory. Wielka reforma została według tradycji rozpoczęta w 367 r. p.n.e. przez wybitnego wodza Marka Furiusza Kamillusa. Druga faza reformy nastąpiła podczas wojen samnickich (koniec IV – początek III w. p.n.e.), kiedy to przejęto niektóre wzorce od przeciwników. W III w. p.n.e. schemat organizacji wojsk rzymskich był już w pełni ukształtowany.

Armia rzymska w czasach republiki nie była zawodowa. Służyli w niej obywatele powołani pod broń na czas działań wojennych. Poboru dokonywano co roku spośród wszystkich Rzymian od 17 do 46 roku życia (w wyjątkowych sytuacjach decydowano się na pobór starszych, ale tylko do służby garnizonowej). Każdy obywatel musiał odsłużyć 16 lat w piechocie lub 10 w kawalerii. Żołnierze republiki otrzymywali żołd i racje żywnościowe, ale za broń i inny ekwipunek, który dostawali na początku służby musieli zapłacić. Stąd też w rzymskich siłach zbrojnych obowiązywały cenzusy majątkowe, przydzielające obywateli do odpowiednich formacji według ich dochodów. Najubożsi służyli w marynarce wojennej, nieco lepiej sytuowani w oddziałach lekkozbrojnych, średniozamożni (zdecydowana większość rzymskich obywateli) w piechocie legionowej, a bogaci w kawalerii. W ten sposób każdy mógł w jakiś sposób walczyć i armia rzymska osiągała bardzo dużą liczebność. Do tego dochodziły jeszcze oddziały sprzymierzeńców, czyli podporządkowanych Rzymowi ludów italskich. Tocząca niemal nieustające wojny republika każdego roku mobilizowała ok. 40 000 żołnierzy (dwie armie konsularne, każda złożona z dwóch legionów i dwóch oddziałów sojuszniczych). W razie potrzeby jednak liczbę tą można było powiększyć nawet do niemal 300 000 (już w III w. p.n.e.)! Do tego dochodziły jeszcze oddziały najemne, dość powszechnie zaciągane od czasu wojen punickich. Mało które istniejące wówczas państwo posiadało tak ogromne rezerwy. To dzięki nim republika triumfowała nad takimi przeciwnikami jak Pyrrus czy Hannibal, pokonując ich w wojnie na wyczerpanie. Nawet jeśli Rzymianie przegrali bitwę to szybko uzupełniali straty i kontynuowali walkę.

Obywatelska armia republiki (taki typ wojsk nazywa się też milicyjnym) była na dobrą sprawę pewnym rodzajem „pospolitego ruszenia”, co trochę kłóci się z powszechnym wyobrażeniem o rzymskich legionach. W rzeczywistości jednak wyszkolenia i dyscypliny mogła pozazdrościć jej niejedna ówczesna armia zawodowa. Wszystko dzięki treningowi. Choć na początku część poborowych nie miała pojęcia o posługiwaniu się bronią i musztrze, to niezwykle intensywne ćwiczenia szybko robiły z nich twardych wojaków. Legioniści wprawiali się w posługiwaniu się właściwą swej formacji bronią - mieczem oraz oszczepem lub włócznią (ćwiczebna broń była celowo bardzo ciężka, aby wyrabiać siłę). Wykonywano wiele ćwiczeń kondycyjnych – biegi, pływanie, długie marsze w pełnym rynsztunku. Uczono też budować umocnione obozy, a do upadłego ćwiczono musztrę, dzięki której oddziały manewrowały i przegrupowywały się wyjątkowo szybko i sprawnie. Bardzo ważna była też słynna rzymska dyscyplina – żołnierzom wpajano bezwzględne posłuszeństwo wobec oficerów. Kary za wszelkie przewinienia były bardzo ciężkie. Po ukończeniu szkolenia każdy legionista składał przysięgę wierności „Senatowi i ludowi rzymskiemu”. Niezwykłe połączenie strachu przed oficerami i patriotycznego zapału obywateli sprawiało, że republikańskie wojska miały bardzo wysokie morale i walczyły z ogromną determinacją.

Rzymianie słynęli z doskonałej organizacji wojsk. Ściśle określona hierarchia dowodzenia oraz skład i liczebność oddziałów czyniły z armii republiki niezwykle sprawnie działający mechanizm. Piechota podzielona była na centurie, które wbrew nazwie, nie liczyły 100, ale 30 (w formacji triarii) lub 60 (w formacjach velites, hastati i principes) żołnierzy. Centurią dowodził centurion mający do pomocy podoficera zwanego optio. Dwie centurie tej samej formacji składały się na manipuł (60 ludzi w formacji triarii, 120 w pozostałych) posiadający znak bojowy - signum. Na czele manipułu stało dwóch centurionów (jeden z każdej tworzącej go centurii). Kawalerzyści dzielili się na dekurie (10 jeźdźców), kierowane przez dekurionów. 3 dekurie tworzyły turmę, którą dowodzili trzej dekurionowie. Większą jednostką, w której skład wchodziła zarówno piechota wszystkich formacji jak i jazda była kohorta, mająca po jednym manipule velites, hastati i principes (po 120 ludzi każdy), jeden manipuł triarii (60 ludzi) i jedną turmę jazdy (30 ludzi), czyli razem 450 żołnierzy. 10 kohort składało się na legion (właściwie powinno się używać rzeczownika rodzaju żeńskiego – legia, ale w języku polskim słowo legion jest już mocno zakorzenione i powszechnie przyjęte). Liczył on po 10 manipułów velites, hastati i principes oraz 10 manipułów triarii, czyli razem 4200 piechurów, a do tego 10 turm kawalerii (300 jeźdźców). A więc pełny legion rzymski w czasach republiki składał się łącznie z 4500 pieszych i konnych. Legionem dowodził legat oraz 2 trybunów wojskowych. Do każdego legionu przydzielonych było 6 trybunów – wymieniali się oni na stanowiskach, a ci, którzy nie zajmowali akurat stanowiska w dowództwie legionu tworzyli sztab wodza naczelnego. 2 legiony wraz z 2 oddziałami italskich sojuszników tworzyły armię konsularną, liczącą ok. 20 000 żołnierzy. Dowodził nią konsul, mógł on też wyznaczyć w swoim zastępstwie jednego z legatów. Konsulowie byli najwyższymi urzędnikami republiki, sprawującymi władzę tak wojskową jak i cywilną. Często na te stanowiska wybierane były osoby, które nigdy wcześniej nie dowodziły armią. Wtedy ich władza stawała się bardziej teoretyczna, a decyzje podejmowali doświadczeni legaci. Rzymianie standardowo mobilizowali co roku 2 armie konsularne. W razie konieczności można było je połączyć, tworząc potężne 40-tysięczne zgrupowanie. W takim wypadku konsulowie codziennie zmieniali się na stanowisku głównodowodzącego. Jeśli powołano dyktatora, to stawał on na czele największej armii polowej, a pozostałymi zgrupowaniami kierował pośrednio, wydając rozkazy ich dowódcom. Kontyngenty italskich sojuszników miały podobną wielkość jak legiony (ich kawaleria była liczniejsza niż rzymska), a dowodzili nimi prefekci wyznaczani przez rzymskiego wodza naczelnego.

Jak już wspomniałem, podziału na formacje dokonywano według majątku. Wojska lądowe składały się z lekkiej piechoty velites (ubodzy), piechoty legionowej (średniozamożni) i kawalerii equites (bogaci). Wśród legionistów występował jeszcze podział ze względu na wiek – najmłodsi i siłą rzeczy najmniej doświadczeni tworzyli manipuły hastati, bardziej doświadczeni - principes, a najstarsi, weterani - triarii. Spójrzmy teraz, jak wyglądało typowe uzbrojenie i wyposażenie żołnierzy poszczególnych formacji rzymskiej republiki.

Velites podzieleni byli na 120-osobowe manipuły, ale nie walczyli w szyku. Tworzyli luźne, nieregularne linie przed legionistami (początkowo formacja ta zwała się rorarii i stała w ostatniej linii jako rezerwa – zmieniono to w drugiej fazie reform). Byli typowymi harcownikami, toczącymi wstępną walkę przed wkroczeniem do akcji głównych sił. Kluczowa była w ich przypadku szybkość i swoboda poruszania się, dlatego nie nosili zbroi. Osłaniali się okrągłą tarczą o średnicy ok. 1 m, zrobioną z wikliny i pokrytą skórą. Na ramiona i głowę mieli narzucone zwierzęce skóry (zwykle wilków), które chroniły przed lekką bronią i nadawały groźnego wyglądu. Walczyli przede wszystkim na dystans. Początkowo uzbrojenie tej formacji było niemal dowolne i występowali w niej łucznicy oraz procarze, szybko jednak ujednolicono broń. Każdy z velites otrzymał po kilka oszczepów. Była to broń typu iaculum, inna niż pila legionistów. Oszczep taki mierzył ok. 120 cm, miał długi grot i był znacznie lżejszy od pilum. Miał przez to mniejszą siłę uderzenia, ale można było nim dalej rzucić. Velites raczej unikali walki wręcz, ale na wszelki wypadek wyposażeni byli w miecze, początkowo długie tzw. typu galijskiego, a od czasów wojen punickich krótkie gladiusy.

Pierwszą linię właściwego szyku tworzyli hastati (nazwa pochodzi od „hasta”, czyli „włócznia”, ale nie mieli oni włóczni) – młodzi legioniści w wieku 17 – 24 lat. Podzieleni byli na 60-osobowe centurie i 120-osobowe manipuły. Byli opancerzeni, ale lżej niż pozostałe formacje piechoty legionowej. Nosili pektorały, czyli pancerze złożone z 2 prostokątnych lub owalnych płyt metalowych, połączonych pasami, osłaniających pierś oraz plecy (ci z hastati, których było na to stać, mogli zaopatrzyć się w kolczugę). Na głowach mieli hełmy, przeważnie typu galea – zrobione ze skóry i blachy, zaopatrzone w przymocowane na zawiasach osłony policzków, związywane rzemieniem pod brodą. Hełm taki wieńczył często grzebień, kita lub umocowane pionowo pióra. Była to nie tylko ozdoba – dzięki temu żołnierze wydawali się wyżsi. Hastati nosili czasem nagolenicę na jednej nodze. Najważniejszym elementem ich wyposażenia ochronnego była jednak tarcza zwana scutum. W tym okresie miała formę owalną. Jej rozmiary (ok. 120 cm wysokości, ok. 66 cm szerokości) pozwalały osłaniać większą cześć ciała żołnierza. Wykonane ze sklejanych naprzemiennie warstw desek i pokryte skórą scutum było wypukłe, co nadawało mu jeszcze większej wytrzymałości. Tarcza tego typu zapewniała doskonałą ochronę przed większością broni białej oraz strzałami. Bronią zaczepną legionisty z formacji hastati były 2 oszczepy i miecz. W czasach republiki oba pila różniły się od siebie. Jedno było krótsze (120 cm) i lżejsze, podobne do iaculum i przeznaczone do rzucania na większą odległość. Drugie – ciężkie i długie (210 cm), miotano z bliska. Drugi model pilum stał się obowiązującym w późniejszej armii rzymskiej, z lekkiego zrezygnowano. Ciężkie pilum uderzało z ogromną siłą, zdolną przeszyć każdą tarczę i zbroję. Miało bardzo długi grot (ok. 70 cm), który po przebiciu tarczy przechodził na drugą stronę i mógł dosięgnąć przeciwnika, nawet jeśli trzymał on osłonę z dala od ciała. Do walki wręcz hastati używali mieczy. W IV i na początku III w. p.n.e. były to wspomniane wyżej miecze „galijskie”, służące do cięcia. Podczas wojen z Kartaginą upowszechniła się znacznie lepsza broń, powszechnie kojarzona z Rzymianami. Był to wzorowany na broni Iberów gladius hispaniensis, o krótkiej (trochę ponad 60 cm), ale bardzo solidnej obosiecznej klindze, mającym w środku charakterystyczne przewężenie. Służył zarówno do zadawania cięć jak i pchnięć (stosowane głównie te drugie, powodujące groźniejsze rany). Sztych gladiusa przebijał kolczugę czy zbroję łuskową, a rąbnięcie masywnym ostrzem druzgotało hełm.

Za hastati stali w szyku principes („przewodzący”, choć tak naprawdę tworzyli drugą linię). Ci bardziej doświadczeni żołnierze mieli 25 – 30 lat. Tworzyli 60-osobowe centurie i 120-osobowe manipuły. Byli ciężką piechotą noszącą zbroje typu lorica hamata, czyli kolczugi. Reszta wyposażenia była taka sama jak u hastati – hełm, scutum, 2 pila i miecz (najpierw „galijski”, potem gladius).

Ostatnią formacją w legionie byli triarii („trzeciorzędowi”), zaprawieni w bojach weterani w wieku 31 – 46 lat. Byli elitą republikańskiej armii i stanowili rezerwę, do której zwykle sięgano w ostateczności. Zgrupowani w 30-osobowe centurie i 60-osobowe manipuły triarii różnili się od reszty legionistów, sposobem walki przypominali hoplitów. Byli najciężej opancerzeni – nosili kolczugi, nagolenice, solidne hełmy (przypominały greckie hełmy korynckie uniesione do góry – nie zasłaniały twarzy) i tarcze scutum. Ich główną bronią nie były pila, ale hasta – długa włócznia do walki wręcz. Jej rozmiary wahały się od 2,5 do 3,5 m. Włócznią taką władano jedną ręką, a w drugiej trzymano tarczę. Oprócz hasty triarii nosili takie same miecze jak reszta legionistów. Używali ich w przypadku złamania włóczni lub walki w bliskim zwarciu, gdzie długa broń tylko przeszkadzała.

Kawalerzyści byli w rzymskiej armii formacją typowo pomocniczą. Choć służba w oddziałach equites była prestiżowa, to jeźdźcy nie odgrywali zwykle większej roli. W starożytności nie znano strzemion, więc szarże kawalerii nie miały zbyt wielkiej siły uderzeniowej. Rzymscy equites nosili hełmy i pancerze ze skóry lub kolczugi oraz okrągłe tarcze. Walczyli długimi włóczniami, a miecze były bronią rezerwową. Raczej nie były to gladiusy, ale dłuższy oręż, pozwalający skuteczniej walczyć z konia.

Oddziały italskich sojuszników wyposażone były bardzo podobnie do rzymskich, z czasem wszelkie różnice się zatarły i już w połowie III w. p.n.e. legioniści i sprzymierzeńcy wyglądali praktycznie tak samo. Zagraniczni najemnicy pojawili się na większą skalę od czasu wojen punickich. Byli to przede wszystkim łucznicy i procarze, a więc żołnierze posługujący się bronią, którą Rzymianie pogardzali.

Centurionowie nosili zwykle pancerze łuskowe, a wyróżniali się poprzecznymi grzebieniami na hełmach. Nosili też miecze przy lewym boku (zwykli legioniści przy prawym). Poza tym mieli takie samo wyposażenie jak żołnierze swego manipułu – tarczę scutum i oszczepy (u hastati i principes) lub włócznię (u triarii). Noszący signum manipułu signifer nosił kolczugę lub pancerz łuskowy, a na głowę i ramiona zarzuconą miał zwierzęcą skórę (zwykle lwa lub niedźwiedzia – zwierząt symbolizujących odwagę i siłę). Chorąży noszący znak legionowy nie nosił żadnego hełmu ani nakrycia głowy. Wyżsi oficerowie – trybuni i legaci – mieli metalowe kirysy, często pięknie zdobione, oraz hełmy z pióropuszami. Naczelny wódz także nosił taki pancerz, a wyróżniał się narzucanym na wierzch długim czerwonym płaszczem, dzięki któremu był z daleka widoczny. Głównodowodzący i jego sztab podczas bitwy dosiadali koni.

Signum, znak manipułu, było początkowo bardzo proste – składało się z wiązki słomy przywiązanej do długiej włóczni. Stąd wywodzi się nazwa „manipuł” („manipulus” to po łacinie „wiązka”). Wkrótce ten prymitywny symbol zastąpił znak w formie figurki na drzewcu. Statuetka przeważnie miała formę wyciągniętej dłoni albo jakiegoś zwierzęcia. Signum odgrywało ważną rolę – żołnierze widzieli, gdzie znajduje się ich oddział i w którą stronę maszeruje. Dowódca obserwujący bitwę z daleka rozpoznawał po znakach położenie jednostek. Oprócz insygniów manipułów istniały też znaki legionowe (jeden na każdy legion). Również one miały formę statuetki na drzewcu. Przedstawiały różne zwierzęta: orła, wilka, niedźwiedzia, byka, konia albo dzika (pod koniec drugiego wieku znaki legionowe ujednolicono – odtąd wszystkie miały kształt orłów). Godło legionu nie miało praktycznych funkcji jak signum. Ogromne było za to jego znaczenie symboliczne. Znak taki reprezentował potęgę i chwałę legionu, więc jego widok podnosił morale żołnierzy. Często umieszczone były na nim litery SPQR („Senatus Populusque Romanus” – „Senat i lud rzymski”), co symbolizowało wierność ojczyźnie. Legioniści oddawali cześć insygnium swojej jednostki, a podczas walki bronili go za wszelką cenę.

Jeśli chodzi o inny ekwipunek poza uzbrojeniem i znakami, to warto wspomnieć o butach legionistów - caligae. Dowódcy kładli duży nacisk na mobilność i wymagali od żołnierzy odbywania długich marszów w dużym tempie. Podczas kampanii rzymscy wojacy przechodzili średnio 30 km dziennie w pełnym uzbrojeniu (podczas wyjątkowo forsownych marszów mogło to być nawet 50 km!), dlatego musieli mieć odpowiednie obuwie. Caligae nie były zwykłymi sandałami, jakie powszechnie noszono na południu antycznej Europy. Ich grube podeszwy robiono z kilku warstw skóry i nabijano ćwiekami. Buty te były dość wygodne i niezwykle wytrzymałe. Noszono je nawet zimą – ich budowa pozwalała włożyć między rzemienie futro lub tkaninę dla ocieplenia.

Po omówieniu uzbrojenia żołnierzy republiki, zobaczmy, jak wyglądał ich szyk i jak działał on na polu walki. Standardowo stosowaną formacją był quincunx, uszykowanie „w szachownicę” – manipuły jednej linii znajdowały się w pewnej odległości od siebie, tworząc luki, naprzeciw których stały manipuły kolejnej linii. Najprościej wyobrazić to sobie patrząc na kostkę do gry – kropki w liczbie 5 są tam umieszczone naprzemiennie w trzech rzędach, właśnie tak jak manipuły w rzymskiej formacji. Manipuł na polu bitwy formowano ustawiając tworzące go centurie jedna za drugą. Pierwsza linia manipułów składała się z hastati, druga z principes, a trzecia z triarii. Przed ustawionymi w quincunx legionistami stawali w nieregularnych szeregach velites, a na skrzydłach piechoty umieszczano kawalerię.

Walkę rozpoczynali velites. Wysyłano ich do przodu gdy legioniści jeszcze formowali quincunx. Lekkozbrojni podbiegali do wroga, obrzucali go oszczepami i cofali się, zadając mu straty i dezorganizując szyki jeszcze przed właściwym starciem. Gdy reszta wojska była już gotowa do walki, a velites zużyli pociski, wycofywano ich. Harcownicy poprzez przerwy w szyku ruszali na jego koniec i stawali za manipułami triarii. Teraz wkraczali do akcji hastati. Przednie centurie ich manipułów przemieszczały się w prawo, a tylne do przodu, w wyniku czego oddziały tworzyły jedną linię z niewielkimi odstępami. W zależności od tego, czy atakowano, czy broniono się, legioniści zaczynali maszerować w stronę wroga lub czekali na niego. W rękach trzymali lekkie pila. W odległości ok. 30 metrów od przeciwnika przystawali na chwilę i wyrzucali pociski. Następnie sięgali po ciężkie oszczepy, które ciskali z mniejszej odległości. Zaraz po wyrzuceniu ostatniego pilum Rzymianie dobywali mieczy i zasłaniając się trzymanymi przed sobą tarczami ruszali biegiem na przeciwnika, starając się zaatakować go wręcz zanim uporządkuje formację po uderzeniu gradu oszczepów. W ten sposób nieraz pokonywano wroga już pierwszym uderzeniem. Jeśli nie udało się rozbić wroga i starcie przedłużało się, pierwszemu rzutowi legionistów dawano znak do odwrotu. Hastati wycofywali się, trzymając szyk i osłaniając się tarczami. Następnie przegrupowywano ich, wyrównywano szyki i wysyłano do drugiego uderzenia. Następowały kolejne starcia przedzielone przerwami na przegrupowania. Jeśli nie zanosiło się na to, że przeciwnik wkrótce ulegnie, hastati byli wycofywani przez odstępy pomiędzy manipułami na tył szyku, gdzie stawali za triarii, a przed velites. W pierwszej linii stali teraz principes. Ich tylne centurie przechodziły w lewo i do przodu - powstawała gotowa do walki linia manipułów. Ciężka piechota stosowała taką samą technikę walki jak hastati – principes obrzucali wroga oszczepami, a później walczyli na miecze. Wykrwawiony i zmęczony wcześniejszą walką z pierwszym rzutem przeciwnik zwykle nie wytrzymywał uderzenia opancerzonych wojaków, wkraczających do akcji ze świeżymi siłami. Jeśli jednak Rzymianom nie powiodło się, principes również można było cofnąć, przegrupować i wysłać do kolejnego ataku. Gdy wróg był wyjątkowo silny, rzymski dowódca przeważnie decydował się na wprowadzenie trzeciej, rezerwowej linii. Principes wycofywali się na tyły, a na czoło formacji wysuwali się triarii. Zaprawieni w bojach włócznicy tworzyli jedną, zwartą linię podobną do falangi. Jeśli przeciwnik nacierał, formowali szyk obronny - mur tarcz, zza którego wysuwano włócznie i pochylano je w stronę wroga - pod którego osłoną reszta formacji mogła się spokojnie przegrupować. Gdy to Rzymianie byli stroną atakującą lub przeszli do kontrataku, triarii ruszali na przeciwnika w najeżonym włóczniami falangicznym szyku. Włączenie się do bitwy tych doświadczonych, doskonale uzbrojonych i wyszkolonych oddziałów zwykle przechylało szalę zwycięstwa na stronę legionów. W razie niepowodzenia triarii, do akcji można było wprowadzić jeszcze raz formacje hastati i principes, które zdążyły się już przygotować do dalszej walki. Wtedy wszystko zaczynało się od początku. Oczywiście podczas bitew nie zawsze występowały wszystkie wymienione tu fazy. Jeśli wroga rozbili już hastati, nie wprowadzano principes, jeżeli zwyciężyła druga linia, nie wchodzili do akcji triarii. Co do kawalerii, to jej rola była niewielka – stała na skrzydłach i osłaniała flanki legionistów przed wrogimi jeźdźcami. Czasem, gdy udało się pobić jazdę wroga, equites przyłączali się do działań ofensywnych, oskrzydlając piechotę nieprzyjaciela. Po wygranej bitwie wysyłano ich zwykle w pościg za uciekającymi.

Szyk quincunx wymagał dobrego wyszkolenia żołnierzy, aby odpowiednio wykonywali dość skomplikowane manewry. Za to gdy już je opanowali, mogli poradzić sobie nawet bez wodza (lub z wodzem o nikłych talentach militarnych). Oficerowie wiedzieli, kiedy dokonywać przegrupowań, a legioniści perfekcyjnie wykonywali wyuczone zwroty. Dawało to legionowi przewagę np. nad armią hellenistyczną złożoną z falangi, lekkozbrojnych, lekkiej i ciężkiej jazdy, łuczników i słoni, gdzie potrzeba było utalentowanego dowódcy, aby skoordynować działania różnych formacji. Quincunx był elastyczny, pozwalał łatwo wprowadzać do walki kolejne rzuty wojsk i przegrupowywać się. Wódz mógł go prosto modyfikować w celu przystosowania do konkretnej sytuacji (np. pod Zamą Scypion ustawił manipuły jedne za drugimi, tworząc luki, przez które przepuszczono szarżujące słonie, a pod Pydną, Paulus przesunął triarii na flanki i oskrzydlił nimi wroga). Luźna struktura tego szyku sprawiała, że dobrze radził sobie również w trudnym, nierównym terenie. Quincunx był też stabilny w obronie i bardzo trudno było go przełamać – szyk uginał się, ale nie pękał, a nacierający wrogowie szybko tracili impet i wplątywali się w ciężką walkę. Podział armii na trzy formacje dawał przewagę np. nad barbarzyńcami, którzy zwykle ruszali wszyscy naraz, nie zostawiając rezerw. Jeżeli wrogowi udało się pokonać któryś z rzutów legionistów, stawał przed kolejnym, gotowym do walki. A należy pamiętać, że każda następna formacja była bardziej doświadczona i lepiej uzbrojona, podczas gdy wrogowie byli wykrwawieni i zmęczeni walką. Doskonale sprawdzający się szyk szachownicowy był obok dobrego uzbrojenia oraz świetnego wyszkolenia i morale jednym z czynników decydujących o wielkiej skuteczności wojsk republiki.

Wypadałoby wspomnieć o jeszcze jednej istotnej rzeczy – inżynierii wojskowej, w której Rzymianie byli mistrzami. Elementem szkolenia każdego legionisty były ćwiczenia saperskie. Uczono się przede wszystkim szybko budować ufortyfikowane obozy. Na wrogim terytorium obóz taki wznoszono na każdy nocleg. Mieściła się w nim cała armia konsularna, a budowany był zawsze według tego samego planu. Rzymscy żołnierze potrafili nie tylko wznosić polowe umocnienia, ale też skutecznie oblegać twierdze wroga dzięki umiejętności konstruowania taranów, drabin i wież oblężniczych oraz kopania podkopów. W czasach republiki Rzymianie bardzo rzadko używali machin wojennych w bitwach polowych, toteż armie nie woziły ich ze sobą. Kiedy były potrzebne do atakowania fortyfikacji budowali je na miejscu wykwalifikowani rzemieślnicy tzw. fabri, którzy czasem towarzyszyli legionom. Najczęściej używane przez Rzymian machiny z tych czasów to onager i balista. Onager był rodzajem katapulty wyrzucającym stromotorowo ciężkie pociski (zwykle duże kamienie) i przeznaczonym do niszczenia umocnień. Balista zaś to wielka kusza wystrzeliwująca płaskotorowo duże strzały i oszczepy (czasem stosowano też mniejsze kamienie i ołowiane kule) służąca do rażenia żołnierzy przeciwnika. Oba urządzenia były maszynami neurobalistycznymi, czyli działającymi dzięki sile skręconych sprężystych lin.

Armia republiki rzymskiej stanowiła potęgę, której niewielu przeciwników mogło się przeciwstawić. Rzym mógł wraz z sojusznikami mobilizować gigantyczne armie. Choć była to armia obywatelska, a nie zawodowa, to dzięki morderczemu treningowi oraz wpajaniu (często okrutnymi metodami) dyscypliny i posłuszeństwa stanowiła dobrze zorganizowaną siłę. Wysokie morale legionistów czyniło ich wyjątkowo trudnymi przeciwnikami. Ich uzbrojenie było bardzo dobre (szczególnie pila i scuta, które znacznie przewyższały oszczepy i tarcze używane przez wrogów Rzymian), a standardowa formacja quincunx świetnie sprawdzała się w boju. Legiony były uniwersalne jako całość, mogły prowadzić różne typy działań wojennych i skutecznie walczyć w różnym terenie. Rzymscy żołnierze skutecznie walczyli zarówno w szyku jak i pojedynczo. Legiony charakteryzowały się sporą mobilnością i mogły szybko pokonywać duże odległości.

Co do słabych punktów, to wojska republiki miały ich bardzo mało. Można do nich zaliczyć nienajlepszą i mało liczną kawalerię oraz system obsadzania stanowiska wodza naczelnego, które czasem obejmowali ludzie nie mający pojęcia o dowodzeniu (chociaż wtedy w kierowaniu wojskami pomagali trybuni i legaci).

Rzymskie siły zbrojne przetrwały w prawie niezmienionej formie do końca II w. p.n.e. Przez ten czas republikańskie legiony zatriumfowały nad takimi potęgami jak Kartagina, Macedonia i państwo Seleukidów, co chyba najlepiej dowodzi ich skuteczności.


Ważniejsze źródła:
Daniel Gazda, „Armie świata antycznego: republika rzymska i Kartagińczycy”
Krzysztof Kęciek, „Benewent 275 p.n.e.”
Krzysztof Kęciek, „Kynoskefalaj 197 p.n.e.”
Krzysztof Kęciek, „Magnezja 190 p.n.e.”
Paweł Rochala, „Las Teutoburski 9 n.e.”
Polibiusz, „Dzieje”
Strona internetowa www.rapax.republika.pl[/blok]


Autor: 6690


Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji można znaleźć w Polityce prywatności.

ZAMKNIJ
Polityka prywatności