Kroniki Fantastyczne


[Bestiariusz]


Wiedźmin – z czym to się je?

[blok]Siedziałam właśnie na Historii Gatunków i nudziłam się śmiertelnie. Bo właściwie kto chciałby słuchać o genezie powstania żyrytwy? Ja z pewnością nie. Może jestem największą ignorantką we wszystkich wymiarach, ale mi wystarczy umiejętność pozbycia się jej, jeżeli stanęłaby mi kiedykolwiek na drodze. W dodatku prof. Vyrfell miał najbardziej monotonny głos na świecie - gwarantuję, że po pięciu minutach spalibyście w najlepsze, głośno pochrapując.
Ostatnim wysiłkiem woli przypomniałam sobie, że w dzieciństwie dziadek opowiadał mi historię pewnego wiedźmina. Nigdy nie słyszałam o podobnym stworzeniu, ale dziadzio zapewniał, że sam znał kiedyś jednego, a on brzydził się kłamstwem. Może teraz udałoby się czegoś na ten temat dowiedzieć? W każdym razie warto spróbować, bo gorzej już być nie może. Zaraz padnę z nosem w książce i udam się do krainy marzeń. Nie zważając na dobre maniery, bezczelnie przerwałam Vyrciowi (tak go pieszczotliwie nazywam) „pasjonujący” wykład i głośno zapytałam:
- Kim byli wiedźmini, panie psorze?
Zamilkł z wrażenia, podejrzewam, że jeszcze nikt mu nie przeszkodził, ale chwilę później odpowiedział na moje pytanie.

Samo sklasyfikowanie wiedźminów jako odrębnej rasy nastręcza pewnych problemów. Byli to w końcu ludzie, którzy w wyniku wielu zmian i mutacji (dalej podaję jakich), stali się maszynami do zabijania potworów. Zostawały nimi podrzucone dzieci, głównie niechciane bękarty, a w późniejszych czasach, kiedy podrzutków było coraz mniej, również dzieci-niespodzianki. Mutacje prowadziły do bezpłodności, więc wiedźmini nie mogli się rozmnażać, jak większość żywych stworzeń. Nie można też było uczynić wiedźmina z kupki gliny i powołać do życia, jak golema, nie były więc to istoty całkowicie stworzone rękami innych. Ludzie z nimi obcujący nie traktowali ich, jak równych sobie. Wiedźmini często byli określani jako potwory, mutanci i odmieńcy. Mimo, że pomagali ludziom pozbywać się groźnych stworzeń, traktowano ich nieufnie i nie byli mile widzianymi gośćmi.
Dzięki długiemu treningowi sylwetka wiedźmina była nienaganna z dobrze wyrobionymi mięśniami. Cechowały go też wyostrzone zmysły, głównie słuch i wzrok. Przeprowadzane mutacje doprowadzały do poważnych zmian w organizmie, między innymi zwiększały wytrzymałość wiedźmina na wysiłek, a także wyostrzały refleks. Dzięki nim, niektóre funkcje organizmu, które u zwykłych ludzi zachodzą bez udziału woli, np. bicie serca, czy zwężanie się źrenicy, wiedźmin może kontrolować. Efektem mutacji jest również spowolniony do minimum proces starzenia się - przeciętna osoba nie byłaby w stanie go zauważyć, bo żyłaby zbyt krótko w stosunku do życia wiedźmina. Ważny jest też fakt, że po przejściu mutacji, wiedźmini byli odporni na większość chorób dziesiątkujących ludzi, choć zdarzały się wyjątki. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że z powodu zmian w układzie krwionośnym, wiedźmini nie mogli się czerwienić, co było całkiem przydatne w niektórych sytuacjach.
Prócz tego występowały też pewne zmiany w psychice. Na skutek Prób i Zmian, a także późniejszego wychowania, wiedźmini tłumili swoje emocje, często tak doskonale, że sami sądzili, iż ich nie posiadają. Był to jeden z głównych powodów do niechęci wobec nich. Ludzie sądzili, że są to maszyny do zabijania, pozbawione ludzkich uczuć.
Szkolenie wiedźmina było skomplikowane i przebiegało wielotorowo. Najpierw dziecko poddawano Próbie traw i Zmianom. Jeżeli przeżyło ingerencję w jego genotyp za pomocą eliksirów i ziół, znanych tylko starszym wiedźminom (a zdarzało się to dosyć rzadko; na dziesięcioro dzieci przeżywało zaledwie troje bądź czworo, choć niektóre źródła podają, że wręcz jedno), było dalej przysposabiane do przyszłego zawodu. Czasami przeprowadzano dodatkowe Próby, np. Gór, czy Snów. Jednakże były to praktyki bardzo niebezpieczne i na ogół żadne dziecko ich nie przeżywało.
Następnie dziecko, a właściwie już młody wiedźmin, przechodziło wyczerpujący trening fizyczny. Chłopcy trenowali na położonym w pobliżu twierdzy Kaer Morhen Szlaku, nazywanym przez nich Mordownią. W samym zamku znajdował się szereg machin przydatnych w czasie szkolenia. Imitowały one przeciwników, z jakimi wiedźmini mogli się spotkać w przyszłości. Jednymi z lepiej poznanych są:
-Grzebień, rząd pali wbitych w ziemię, na których wiedźmini trenowali z zawiązanymi oczami ataki na wyimaginowanym przeciwniku. Uczył zręczności, utrzymania równowagi, pomagał wyrobić pewne praktyczne nawyki (\"parada, cios, odskok, parada, „nigdy nie zapomnij się zasłonić, bo nie wiesz z kim walczysz\")
-Wahadło, czyli poruszające się arytmicznie obciążniki, które naśladowały najniebezpieczniejsze, naturalne bronie wszelkich poczwar. Trening na nim uczył uników, a także zachowania wobec takiego stwora (\"nie próbuj odbić ogona, pazurów szczypców, etc., ale przejmij ich impet i uderz gdzie indziej\")
-Wiatrak, sztuczne „ramiona”, które atakowały z dużą prędkością, pomagały nabrać niezawodnego refleksu, a także wpajały przydatne odruchy (\"pamiętaj o paradzie i nigdy nie przestawaj się ruszać, i jeszcze coś: unik, unik i jeszcze raz unik”)
Poza tym wiedźmini uczyli się walki na miecze (przydatnej w walce z humanoidalnym przeciwnikiem, lub do obrony przed pospolitymi opryszkami), jak również podstawowych taktyk walki. Nigdy nie walczyli przy pomocy ognia, czy światła, bo rzucane w ten sposób cienie utrudniały rzeczywiste postrzeganie sytuacji. Preferowali walkę w nocy, jedynie przy blasku księżyca i gwiazd. Zawsze starali poruszać się arytmicznie, by zmylić przeciwnika i utrudnić mu atak. Poznawali też wiedźmińskie eliksiry, które pozwalały kontrolować funkcje organizmu, a także były antidotami na wiele trucizn i jadów, którymi dysponowały potwory. Co oczywiste, poznawali też wszelkie kreatury, które napastowały ludzi i uczyli się jak z nimi walczyć i pokonać je możliwie jak najszybciej, bez poważnego uszczerbku na zdrowiu.
Jeśli sądzisz, że wiedźmini nie znali pojęcia moralności, jesteś w ogromnym błędzie. Oni po prostu postrzegali ją w nieco odmienny sposób. Wiedźmiński kodeks zabraniał mieszania się w sprawy ludzi. Żaden wiedźmin nie powinien walczyć w królewskiej armii, a tym bardziej w prywatnym wojsku. Jego jedynym obowiązkiem było zabijanie stworów pozostałych po Koniunkcji Sfer. Ponadto, wiedźminowi nie wolno było zabić człowieka inaczej, niż w obronie własnej. Jeżeli złamał Kodeks stawał się renegatem, którego inni wiedźmini mieli prawo zabić.
Wiedźmini rzadko wiązali się z ludźmi w stałe związki, nie zakładali rodzin. Nie potrzebowali miłości w takim stopniu jak ludzie, przyjaciół też miewali rzadko i głównie wśród innych wiedźminów. Sensem ich życia było podróżowanie po świecie i zabijanie niebezpiecznych dla ludzi kreatur. Jeżeli kiedykolwiek spróbowali się mieszać w ludzkie sprawy, zazwyczaj kończyło się to tragicznie. Niektórzy mówią, że to kara za odstępstwo od Kodeksu, inni, że takie było przeznaczenie - szczęście nie leżało w ich naturze. Ja myślę, że był to ich świadomy wybór, poświęcenie.

Oczy Vyrfella błyszczały niesamowicie, jego głos pierwszy raz od dawna wyrażał emocje. Było mu żal tych nieszczęśników. Dyplomatycznie nie zauważyłam jego szklistego spojrzenia i zaczerwienionych oczu. Byłam pewna, że tak jak mój dziadek i on miał między nimi przyjaciela.[/blok]##edit_bymorgana 2007-01-29 19:40:29##ed_end##


Autor: 4480


Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej informacji można znaleźć w Polityce prywatności.

ZAMKNIJ
Polityka prywatności