[Wstecz]Akademia - Jak Polska będzie wolna, wówczas będziemy tańcowali i balowali, – czyli o życiu towarzyskim artystów w dwudziestoleciu międzywojennymgatunkiem ich towarzyskiej działalności. Cukiernia, która pełniła zarówno funkcje integracyjne jak i popularyzacyjne poprzez zapewnienie społeczeństwu bezpośredniego kontaktu z twórcami, była źródłem niezliczonych anegdot, które dzięki temu, że ich bohaterami były przeważnie znane osobistości, cieszyły się niesłychanym powodzeniem wśród ludności Warszawy. Chcąc zrobić Słonimskiemu niespodziankę, koledzy skierowali do niego (…) jakiegoś uszminkowanego typa, który utrzymywał, że jest tancerzem, a któremu powiedziano, iż Słonimski, jako dyrektor, mógłby go zatrudnić. Słonimski (…) domyślając się kawału, posłał faceta do Lechonia.
- Pójdzie pan zaraz do mego reżysera, Lechonia (…). Przyrynek 15. Teraz w domu. Śpi. Jest ważny! Nie zechce gadać. Niech się pan w przedpokoju przebierze w swój kostium, obudzi go i natychmiast tańczy! Coś do wierszy Tuwima.
Tak się też i stało. Obudzony
Reklamy na stronie Gildii Miłośników Fantastyki nagle Lechoń ujrzał jakiegoś wymalowanego, wijącego się w dziwnych pląsach faceta, w dodatku deklamującego Słopiewnie Tuwima. Naturalnie Lechoń zemdlał ze strachu. Powyższy przykład zaimprowizowanego żartu inscenizowanego, może dzisiaj zbulwersować swoim brakiem subtelności, ale pamiętajmy, że nasze wymagania względem ludzi kultury w dużej mierze zostały ukształtowane przez epokę po II wojnie światowej, kiedy to życie artystyczne spoważniało i przeniosło się na uniwersytety.
Kawiarnie poruszanego przeze mnie okresu były także swego rodzaju instytucjami, czy wręcz centrami życia zawodowego. To w nich artyści najczęściej deklamowali po raz pierwszy swoje nowe utwory, które - jak słusznie zauważa Jarosław Iwaszkiewicz - musiały przejść przez sito sądów z „Małej Ziemiańskiej”. Podobne wrażenie odniósł karykaturzysta Jerzy Szwajcer, który wspomina wystąpienie Witolda Gombrowicza deklamującego „Ferdydurke”. Oprócz wymienionych czynności restauracje często były zamieniane przez różnych działaczy artystycznych w ich biura, gdzie spędzali czas zarówno na rozrywce jak i solidnej pracy. Taką formę działalności zawodowej przyjął między innymi Jan Lechoń, który miał zwyczaj pełnić obowiązki redaktora naczelnego „Cyrulika Warszawskiego” przy stoliku skamandrytów oraz Mieczysław Grydzewski, który nad kolejnymi numerami „Wiadomości Literackich” pracował rano przy ulicy Złotej, (…) od południa w Ziemiańskiej, a wieczorem w Asturii czy w Adrii.
Spotkania w „Małej Ziemiańskiej”, która swój złoty okres przeżywała w latach 1926-1932, stopniowo zaczęły zmniejszać swoją intensywność w drugiej połowie lat trzydziestych, kiedy to artyści zwrócili się ku restauracji mieszczącej się przy Instytucie Propagandy i Sztuki. Pomimo tego pożegnania się z cukiernią z ulicy Mazowieckiej, wielu artystów z nią związanych będzie z rozrzewnieniem wspominać czasy, kiedy to współtworzyli klimat współczesnej im Warszawy. Taka właśnie nostalgia za tą mini ojczyzną twórców warszawskich przebija z wiesza Juliana Tuwima, który umieścił go w 1946 roku w księdze pamiątkowej kawiarni „Kopciuszek”:
Kelnereczko! Daj mi stolik
I sztof wódki! Oto wszystko dalej>> Czytaj dalej strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 sharin 2008-11-03 [Wstecz] [Strona główna]
 | Zobacz strony: 1 | 2010-09-08 12:57:31 WOW(666) Brat G:
To byla reklama
| 2008-12-03 22:19:13 Młodszy wtajemniczony(4) suchy: No i w końcu przeczytane :D Się zabierałem do tego jakiś miesiąc (jeśli nie więcej), ale skoro wróciły komentarze, to w końcu musiałem to zrobić. W sumie nie żałuję poświęconego czasu. Dowiedziałem się trochę ciekawych rzeczy na temat życia kulturalnego po wojnie. Poczułem atmosferę tamtych lat, tamtych spotkań przy kawiarnianych stolikach. Bardzo podobała mi się historyjka żartu spłatanego Lechoniowi. Facet musiał mieć niezłą minę jak zobaczył to co zobaczył :P Szkoda tylko, że tak mało tego typu anegdotek tu było.
Ale oczywiście zastrzeżenia jakieś też muszą być. Po pierwsze język. Trochę za bardzo naukowe. Brzmi jak referat pisany na zaliczenie. Można to było na pewno napisać w bardziej przystępny sposób. Nie jest oczywiście bardzo źle... ale mogło być lepiej. Po drugie długość. 12 stron to dla mnie przydużo ;) Ja wolę krótsze prace :P Po trzecie cytaty, które powinny być w cudzysłowach, a niestety nie były. Trochę mi to utrudniało zrozumienie tekstu momentami. No i na koniec (to już takie marudzenie tylko) - piosenka o Lwowie mogła być przytoczona po polsku :P
Ogólnie bardzo ładnie drogi Sharinie :)
| 2008-12-03 23:21:37 Biegły(10) sharin: :D Strasznie się cieszę Suchy, że Ci się podobało i dziękuję, że znalazłeś czas aby zerknąć na moje wypociny. Mam nadzieję, że kolejne prace będą bardziej wciągające i bardziej przystępne, tzn. mniej w nich będzie naukowego języka. Przyznam się szczerze, że niniejsza praca powstała dość dawno temu i być może nie do końca do mnie dotarło, iż już nie muszę brzmieć naukowo ;)
Jeszcze raz dziękuję!
PS. Piosenka o Lwowie miała być w oryginale aby w jeszcze większym stopniu oddać ducha tamtych czasów ;)
| Zobacz strony: 1 | |
[Wstecz] [Strona główna]
|